Znowu brudny samochód. No...trooochę czystszy niż ostatnio i z ekstra 'centralnym' na pilota! Byłam podekscytowana. Niecierpliwa. Zarumieniona. Najchętniej bym wszędzie biegła, bo energia mnie rozpierała. Uśmiechnięta. Łogień!
Opowiadam. 'Byliśmy w szkole wszyscy(...)nie dlatego, że jestem Marka siostrą(...)suka!(...)pojechałam tam jako ekspert, bo umiem liczyć(...)ale skończyło się spokojnie, a szkoda, bo miałam ochotę na awanturę(...)
Moje ulubione miejsce. Chebziowskie rondo.
Matt :
- "Coś jeszcze się dzisiaj działo, Michasia, co wywołało takie emocje ?"
- "Nie."
Bo dopiero zaczynało się dziać.
Tam na rondzie jeszcze nie wiedziałam, że przy pierwszym spotkaniu sprawiam wrażenie opóźnionej w rozwoju. Że wypiję herbatę za problemy i za to, żeby je umieć rozwiązać. I że potem tę herbatę wyleję na nie swoje spodnie. Że śmiało mogę zostać życiowym nieudacznikiem i wyłysieć na starość, bo to będzie dobry image. Że niekoniecznie musiałabym się urodzić w innej epoce...Że po spotkaniu będę chciała tworzyć, działać, zmieniać...a! nie! stop! - to akurat wiedziałam. I to dlatego byłam taka niecierpliwa. Bo już! teraz! chciałam ( natychmiast!! ) zastrzyk.
Ta dawka musi mi wystarczyć do świąt, więc będę rozsądnie rozporządzać jej działaniem. Bez marnowania czasu. Bez skutków ubocznych. Tak, żeby mi było dobrze !
Jeśli interesują Cię romanse, porady, afery, polityka, kosmetyki, ciasta, fotografia, religia i wiele innych top 10 tematów świata to mój blog nie wniesie niczego nowego do Twojego życia. A jeśli wyżej wymienione Cię nie interesują, to istnieje prawdopodobieństwo, że i Tobie mój blog nie pomoże. Zapraszam! ;-)
8 mar 2011
3 mar 2011
radio w moim życiu.
-"Drodzy państwo, bardzo proszę! Piszemy. Tytuł:: Radio w moim życiu. Możecie pisać co chcecie i jak chcecie, byle się nadawało do radia. Na 2 minuty czytania."
-"Yyy...a możemy w domu?!"
I tak oto zdolni i kreatywni studenci Diksu zrobili sobie pracę domową na własne życzenie. Spoko -poćwiczę na blogu. Także stoper w dłoń - 2 minuty ! Jedziemy: trzy...a pu!!!
Radio w moim życiu.
Przyznaję się bez bicia - rzadko słucham radia. No bo np. w domu wybór audycji kończy się kłótnią z domownikami - każdy ma zawsze ochotę akurat na coś innego niż pozostali...W pracy ? Niedopuszczalne!! Przecież powinnam się skupić na obowiązkach. Ze znajomymi ? No cóż, dziwnym trafem słuchanie radia przegrywa z chęcią poznania pikantnych szczegółów naszego jakże ciekawego życia. I jeszcze ciekawszego życia chwilowo nieobecnych znajomych. Dlatego, pozostaje mi jedynie krótkie sam na sam z radiem w samochodzie. Pełni ono wtedy funkcję rozmówcy. Lubię wsłuchiwać się w audycje, które rozbudzają wyobraźnię...a że często rozbudzają ją na tyle, że głośno komentuję, to co usłyszę, to nie dziwią mnie już miny innych kierowców, którzy na mój widok nagle przypominają sobie o zasadzie ograniczonego zaufania. Po wysłuchaniu audycji, która budzi takie emocje, często żałuję, że tak rzadko w nich uczestniczę. Dlatego wyrzuty sumienia zagłuszam opowiadaniem tego, co usłyszałam pierwszym napotkanym osobom. Duma mnie wtedy rozpiera ! Jestem przecież "przywódcą opinii" ! Stanowczo podkreślam słowa " usłyszałam to w RADIU" - bo mam wrażenie, że walecznie uczestniczę w akcji ratowania przekazu radiowego, którego rola jest coraz bardziej ograniczona wobec siły telewizji i Internetu. Bogata w rozrywkę telewizja czy kolorowe, skaczące strony internetowe sprawiają, że radio jest...nudne. Wymaga wysiłku intelektualnego. Jest jeszcze gorsze niż prasa, bo w gazecie mogę wrócić do tego, co przeczytałam...słowa nie znikają po obróceniu strony. A jeśli czegoś nie zrozumiem w radiu - koniec - przepadło! Jednak, satysfakcja z podjętego trudu dotrwania do końca audycji i zaskoczenie, że nie była ona wcale taka nudna są na tyle silne, że paradoksalnie, wręcz nie mogę się doczekać kiedy inni kierowcy będą mnie znowu wytykać palcami.
koniec. minuta i pięćdziesiąt sześć sekund - idealnie!
-"Yyy...a możemy w domu?!"
I tak oto zdolni i kreatywni studenci Diksu zrobili sobie pracę domową na własne życzenie. Spoko -poćwiczę na blogu. Także stoper w dłoń - 2 minuty ! Jedziemy: trzy...a pu!!!
Radio w moim życiu.
Przyznaję się bez bicia - rzadko słucham radia. No bo np. w domu wybór audycji kończy się kłótnią z domownikami - każdy ma zawsze ochotę akurat na coś innego niż pozostali...W pracy ? Niedopuszczalne!! Przecież powinnam się skupić na obowiązkach. Ze znajomymi ? No cóż, dziwnym trafem słuchanie radia przegrywa z chęcią poznania pikantnych szczegółów naszego jakże ciekawego życia. I jeszcze ciekawszego życia chwilowo nieobecnych znajomych. Dlatego, pozostaje mi jedynie krótkie sam na sam z radiem w samochodzie. Pełni ono wtedy funkcję rozmówcy. Lubię wsłuchiwać się w audycje, które rozbudzają wyobraźnię...a że często rozbudzają ją na tyle, że głośno komentuję, to co usłyszę, to nie dziwią mnie już miny innych kierowców, którzy na mój widok nagle przypominają sobie o zasadzie ograniczonego zaufania. Po wysłuchaniu audycji, która budzi takie emocje, często żałuję, że tak rzadko w nich uczestniczę. Dlatego wyrzuty sumienia zagłuszam opowiadaniem tego, co usłyszałam pierwszym napotkanym osobom. Duma mnie wtedy rozpiera ! Jestem przecież "przywódcą opinii" ! Stanowczo podkreślam słowa " usłyszałam to w RADIU" - bo mam wrażenie, że walecznie uczestniczę w akcji ratowania przekazu radiowego, którego rola jest coraz bardziej ograniczona wobec siły telewizji i Internetu. Bogata w rozrywkę telewizja czy kolorowe, skaczące strony internetowe sprawiają, że radio jest...nudne. Wymaga wysiłku intelektualnego. Jest jeszcze gorsze niż prasa, bo w gazecie mogę wrócić do tego, co przeczytałam...słowa nie znikają po obróceniu strony. A jeśli czegoś nie zrozumiem w radiu - koniec - przepadło! Jednak, satysfakcja z podjętego trudu dotrwania do końca audycji i zaskoczenie, że nie była ona wcale taka nudna są na tyle silne, że paradoksalnie, wręcz nie mogę się doczekać kiedy inni kierowcy będą mnie znowu wytykać palcami.
koniec. minuta i pięćdziesiąt sześć sekund - idealnie!
1 mar 2011
będę ratować !
"Michasia, ale ty wydoroślałaś!" .
Zdążyłam jedynie powiedzieć "Cześć!" a tu takie słowa? hmmm...świetnie ( po chińsku - 'fa kin suuupa! ).
Ładnie Sławkowi podziękowałam. Byłam z siebie dumna jak paw, bo oto okazało się, że po szalonym weekendzie w Krakowie zdołałam w mgnieniu oka dostosować się do roli społecznej, w jaką za chwilę miałam wejść. Otóż jechałam do pracy. Tam atmosfera jest, umówmy się, dość poważna. Nie ma miejsca na zbędne emocje. Opanowuję się zawsze jak mogę. Z całych sił powstrzymuję 'disastering' i chęć wybuchnięcia śmiechem, jak mnie coś rozbawi. Nie podśpiewuje niczego pod nosem i nie robię dużych kroków. Staram się mocno ugłaskać włosy i noszę stonowane kolczyki. W ogóle bardzo się ograniczam z okazywaniem jakiegokolwiek życia we mnie. A i tak mam za dużo 'freestylingu' !! W związku z tym w każdej wolnej chwili ćwiczę. Na przykład obserwuję najsmutniejszych ludzi na przystanku - ich aura mi się zazwyczaj nie udziela, ale jak do tego przypomnę sobie najsmutniejsze chwile w moim życiu, to jest lepiej. Więc wczoraj musiało być bardzo dobrze, skoro wyglądałam na doroślejszą. Szkoda tylko, że pozwoliłam sobie na okazanie z tego powodu radości. Całe skupianie się na smutku szlag trafił !
Nie, żebym kojarzyła dorosłość z najczarniejszymi uczuciami. Bo moja dorosłość będzie pełna radosnych uczuć ! 'Tak sobie wymarzyłam...!' . Trochę tylko popracuję nad światem i się uda.
Ale najpierw tacie pomogę opanować emocję ( w końcu mam w tym niezłe doświadczenie ). Aktualnie kieruje nim sprawa Justyny Kowalczyk.
"Biedna, Justynka, ja ją tak kocham!" ( Faktycznie - biedna. ). Nie - nie ujmuję niczego pani Kowalczyk. Wręcz przeciwnie - szkoda, że pseudoastmatyczka wygrywa 'pod wpływem', a 'biedna Justynka' flaki wypruwa i dupa blada. Ale jak widzę tatę na kolanach przed telewizorem, z łezkami w oczach i krzyczącego załamującym się głosem " Jeszcze trochę! dziecko, jeszcze trochę!!", to się zastanawiam, kto tu jest biedny. Ja, tata, czy 'biedna Justynka'. Tacie trzeba tylko wyperswadować chęć zostania nowym trenerem pani Justyny ( 'przecież muszę jej pomóc!' ) i będzie dobrze. Niech sobie tak gorliwie kibicuje. Niech krzyczy, nawet płacze ! nie zbiednieje, wręcz to go wzbogaci. Justyna Kowalczyk biedna być nie może, heloooołlł! A ja? - ewidentnie biedna. Jak serce tacie jednak wysiądzie... ? bbrrr - głupi, czarny humor !
Jednak paradoksalnie zdecydowanie lepszy humor ogarnia mnie na myśl o słowach Przemka: "Szkoda, że czasami tak się wkręcimy w codzienność, że zapominamy o tym, żeby na chwilę się zatrzymać, pomyśleć o życiu". Smutna prawda. Ale pozytywnie nastraja świadomość, że nie tylko ja tak myślę. Ja będę z tym walczyć ( w ramach ratowania świata ), a Ty? Zastanów się, czy faktycznie nie warto.
Zdążyłam jedynie powiedzieć "Cześć!" a tu takie słowa? hmmm...świetnie ( po chińsku - 'fa kin suuupa! ).
Ładnie Sławkowi podziękowałam. Byłam z siebie dumna jak paw, bo oto okazało się, że po szalonym weekendzie w Krakowie zdołałam w mgnieniu oka dostosować się do roli społecznej, w jaką za chwilę miałam wejść. Otóż jechałam do pracy. Tam atmosfera jest, umówmy się, dość poważna. Nie ma miejsca na zbędne emocje. Opanowuję się zawsze jak mogę. Z całych sił powstrzymuję 'disastering' i chęć wybuchnięcia śmiechem, jak mnie coś rozbawi. Nie podśpiewuje niczego pod nosem i nie robię dużych kroków. Staram się mocno ugłaskać włosy i noszę stonowane kolczyki. W ogóle bardzo się ograniczam z okazywaniem jakiegokolwiek życia we mnie. A i tak mam za dużo 'freestylingu' !! W związku z tym w każdej wolnej chwili ćwiczę. Na przykład obserwuję najsmutniejszych ludzi na przystanku - ich aura mi się zazwyczaj nie udziela, ale jak do tego przypomnę sobie najsmutniejsze chwile w moim życiu, to jest lepiej. Więc wczoraj musiało być bardzo dobrze, skoro wyglądałam na doroślejszą. Szkoda tylko, że pozwoliłam sobie na okazanie z tego powodu radości. Całe skupianie się na smutku szlag trafił !
Nie, żebym kojarzyła dorosłość z najczarniejszymi uczuciami. Bo moja dorosłość będzie pełna radosnych uczuć ! 'Tak sobie wymarzyłam...!' . Trochę tylko popracuję nad światem i się uda.
Ale najpierw tacie pomogę opanować emocję ( w końcu mam w tym niezłe doświadczenie ). Aktualnie kieruje nim sprawa Justyny Kowalczyk.
"Biedna, Justynka, ja ją tak kocham!" ( Faktycznie - biedna. ). Nie - nie ujmuję niczego pani Kowalczyk. Wręcz przeciwnie - szkoda, że pseudoastmatyczka wygrywa 'pod wpływem', a 'biedna Justynka' flaki wypruwa i dupa blada. Ale jak widzę tatę na kolanach przed telewizorem, z łezkami w oczach i krzyczącego załamującym się głosem " Jeszcze trochę! dziecko, jeszcze trochę!!", to się zastanawiam, kto tu jest biedny. Ja, tata, czy 'biedna Justynka'. Tacie trzeba tylko wyperswadować chęć zostania nowym trenerem pani Justyny ( 'przecież muszę jej pomóc!' ) i będzie dobrze. Niech sobie tak gorliwie kibicuje. Niech krzyczy, nawet płacze ! nie zbiednieje, wręcz to go wzbogaci. Justyna Kowalczyk biedna być nie może, heloooołlł! A ja? - ewidentnie biedna. Jak serce tacie jednak wysiądzie... ? bbrrr - głupi, czarny humor !
Jednak paradoksalnie zdecydowanie lepszy humor ogarnia mnie na myśl o słowach Przemka: "Szkoda, że czasami tak się wkręcimy w codzienność, że zapominamy o tym, żeby na chwilę się zatrzymać, pomyśleć o życiu". Smutna prawda. Ale pozytywnie nastraja świadomość, że nie tylko ja tak myślę. Ja będę z tym walczyć ( w ramach ratowania świata ), a Ty? Zastanów się, czy faktycznie nie warto.
Subskrybuj:
Posty (Atom)