29 lis 2012

wygodnicka, fuj!

Jestem dobroduszna, bo czasem pożyczam bardziej niż ja potrzebującym w danej chwili auto. Jasne, przejadę się autobusem - myślę. Dobrze mi zrobi jak się trochę od przystanku przejdę - myślę...Na zdrowie wyjdzie. Nie jestem przecież uzależniona...

I wystarczy, że spojrzę na podjeżdżający autobus i moja wizja spokojnej i zdrowotnej wycieczki szczęśliwością na kółkach zamienia się w niekończące się pasmo przykrych spostrzeżeń i walkę z chęcią wybiegnięcia z autobusu w trakcie jazdy na maskę najszybciej jadącego samochodu. Byle by poczuć jego bliskość i zaspokoić tęsknotę za środkiem transportu mieszczącym zazwyczaj maksymalnie 5 osób i to jeszcze tych, których znam i zdarza się, że lubię.

Najgorzej, jak autobus jest pusty. Mnóstwo wolnych miejsc. Nie dość, że muszę się zdecydować, to jeszcze, jak już się skuszę na któreś, okazuje się być brudne i w pobliżu pasażera, który boi się wody. I bynajmniej nie mam na myśli wody w jeziorze, a raczej w wannie. No ale nie będę się przecież przesiadać z miejsca na miejsce, tak jakby mi żadne nie pasowało...cierpliwie czekam na następny przystanek - może mnie ktoś siłą z tego fotela zrzuci. Obserwuję z nadzieją, ale w babciach i dziadkach nie dostrzegam potencjalnych zrzucających z użyciem przemocy. Natomiast pasażerowie młodszego pokolenia nie tylko nie chcą mnie zrzucać. Totalnie mnie nie zauważają! Nikt im nie przeszkadza, zachowują się bardzo swobodnie. Opowiadają szkolne tudzież podwórkowe przygódki coraz głośniej, jakby się spodziewali oklasków od zmuszonych do ich słuchania współtowarzyszy podróży. Nikt jakoś nie jest skory do owacji, nie wyczuwam też szczególnego zwrotu akcji w najbliższych minutach...A jednak! Na kolejnym przystanku wsiada już tyle osób, że brakuje miejsc siedzących. Akurat wtedy kiedy zdążyłam się do mojego bardzo przywiązać! No ale widzę pana na moje oko 230 lat, więc proponuje mu, że go przeniosę na moje miejsce, bo sam pewnie nie da rady. A on albo się obraził, albo wcale nie miał 230 lat. W każdym razie nie chciał siedzieć. Ja nalegam. On odmawia. Ja proszę, on dziękuje. I tak się próbujemy przez chwilę grzecznie przekonywać do swoich racji, gdy dostrzegam 15-latkę w zielonej kurtce, która chce jako trzecia skorzystać, skoro się z dziadkiem biję. O nie! Szybko siadam, dziadek jednak lekko rozczarowany, ale trudno. Stracił szansę...Moje zmysły pracują na najwyższych obrotach. Obserwuję i...A ha! Grupka starszych pań najpierw zabijając wzrokiem grupkę młodocianych i nic nie osiągając, bo przecież oni są w tej chwili na scenie i światło reflektorów ich oślepiło, zmierza w moją stronę. Nie wiem czy im się wydaje, że całą szóstką zmieszczą się na moim śmierdzącym fotelu, czy też biorą udział w jakimś wyścigu, aczkolwiek sprawiały wrażenie bardzo zdeterminowanych, dlatego wolałam za wczasu uniknąć zderzenia. Szybko wstaję, kontroluję czy mam torebkę i oczom nie dowierzam, bo na moim miejscu przygotowanym dla sześciu starszych pań - 15-latka w zielonej kurtce! Wygrała ze mną. Małpa. Babcie hamują, lamentują, szukają nowej ofiary. A ja szukam wolnej rurki, żeby nie musieć utrzymywać równowagi dzięki plecakom autobusowych gwiazd. Jak na ironię losu, nie słyszę nic poza chyba wyrwanymi z kontekstu słowami. Myślałam, że nikt publicznie się tak nie wyraża bez przyczyny! Przez sekundę mam nadzieję, że dyskutują o pochodzeniu polskich wulgaryzmów i ich roli w literaturze, ale szybko przekonuję się, że cały ich scenariusz jest nieocenzurowany. Praktycznie każde słowo. To nie jest żadna dyskusja. To jest...straszne!

Na szczęście Tadeusz do spraw beznadziejnych wysłuchuje czasem modlitw i mój przystanek nadchodzi. Znerwicowana, zbulwersowana i zmęczona o 8 rano, docieram do celu.

Życie jest ciężkie, a ja paskudnie wygodnicka. Fuj!

15 lis 2012

Wcale.że.mi.nie.zależy!

Zrobię na przekór, napiszę już dziś, Łukaszu C ;)

Muszę! Bo tak się złożyło, że musiałam dzisiaj zmęczoną Magdę wyrzucić z auta na skrzyżowaniu pełnym samochodów. Spodziewam się, że w ramach niespowodowywania żadnej kolizji, Magda musiała się zdobyć na niemały wysiłek intelektualny. Niepotrzebny i niezapowiedziany. Z tego miejsca chciałabym ją za to serdecznie przeprosić.

Sory, Magda.

Koniec przeprosin. Bo nie należę do wrażliwych ludzi. Ani tym bardziej sentymentalnych. Właściwie mam zamiar być niemiła. Nic mnie nie obchodzi to, czy podobało jej się na kursie robienia babeczek i czy jej przepisy wylądowały w "Palce lizać". Że właściwie nie lubię się z nią widywać, bo nie nadążam za jej poczuciem humoru i w ogóle się nie rozumiemy. Drażni mnie to, że słucha dobrej muzyki, a potem i ja przez nią też. Po co pyta mnie o różne ważne rzeczy ? I pamięta o wszystkim ? Albo że mi robi małe niespodzianki...kubki, pudełka...i mój chłopak ją lubi. Ja się mam z tego wszystkiego cieszyć?! Przecież inni Kluby se z nią zakładają, na kawy jeżdżą, przepisami wymieniają, zdjęcia zabawnie przerobione jej posyłają, do wrocławiów zapraszają...a co ja z tego mam? Zaraz mi Magdę zabiorą...no serio, zabiorą...a potem na fejsbuku z kim będę rzygać serduszkami ? O nie - KONIEC TEGO!! NIE ZGADZAM SIĘ! Ktoś się mnie w ogóle zapytał o zdanie?! Przepraszam bardzo, ale ja nikomu na to nie pozwalałam...Magda! Przepraszam, że Cię dzisiaj nie odwiozłam! Nie gniewaj się! Dobra ? Będziesz się dalej ze mną kolegować? Plis.

23 paź 2012

hipokrytka.

Oddaje się do linczu publicznego.

Święte miejsce nierealnych spotkań, Fejsbuk ( o, Fejsbuku! ), gdzie wszystko od wszystkich, nawet nieznajomych, których się przyjęło do znajomych, bo mają w znajomych znajomego znajomego, się lubi, okazał się dla mnie miejscem agresji. Mój dzisiejszy sceptyczny komentarz ( jeden z 284743957 których się jak dotąd użyć odważyłam ), spotkał się z okazaną w ekspresowym tempie krytyką. Maleńką co prawda, zagubioną już pośród kolejnych zdjęć pysznych babeczek, szyneczek i konfitureczek, szybko przeobrażoną w żart dzięki ludziom dobrej woli, aczkolwiek będącą pretekstem do obsmarowania fejsbuka, a raczej jego użytkowników, po całości! Bom tym sceptyzmem już lekko przepełniona, delikatnie rzec ujmując, a że i chciałabym poruszyć opinie publiczną, ryzykuję głośne podjęcie tematu.

Nie jestem pierwsza i nie ostatnia, która na trzeźwo nie zniesie. Ale dłużej niewypowiadać się nie będę. Oczywiście, róbcie ze swoim fejsbukiem co chcecie. Dodawajcie "śWiEtNe FoTkI <3 :*:* ". Chwalcie się zaręczynowymi pierścionkami na dłoniach z przecudnie przygotowanymi na to zdjęcie tipsami w gwiazdki. Przeobrażajcie swoje konta na konta Waszych świeżopoczętych, potem ledwo-co-urodzonych, przed-momentem-wyniesionych-ze-szpitala i oczywiście świetnie-wychowywanych dzieci. Udostępniajcie złote myśli rodem z pożalsiepanieboze.pl i traktujcie Wasze 'ściany' jak konfesjonał, tudzież dla ateistów alternatywnie kozetkę, a znajomych jak księży, analogicznie - psychologów i próbujcie wzbudzić współczucie bądź zazdrość. Róbta co chceta!

Ale ja godzić się na to nie będę. Jestę socjologię, paczeć na to nie mogę, ratować społeczeństwo muszę! Świecić przykładem zamierzam i nawet panującym na kwejku trendom opierać się będę. Nie ulegnę i w walce wytrwam. Na pewno z tydzień.

A potem zapomnę, że powinnam mieć mózg i po godzinach bezmyślnego przekopywania internetu sama udostępnię komuś na ścianie linka z kwejka i polubię kota, który je pączka.

I możecie wypisywać, że ten post to jedna wielka hipokryzja. Ależ wypisujcie sobie! Wykrzykujcie mi to na ulicy - nawet bym chciała, bo to byłby dowód, że jednak w prawdziwym życiu ktoś potrafi posługiwać się głosem, a nie poruszającymi postami typu ' Nie lubię, gdy ktoś mnie obraża '. Tylko że nie o hipokryzje tu chodzi, a o ironię! O dystans i drwienie z jego braku. Odrobina sceptyzmu nikogo nie zabiła, a nawet gdyby, to mogę w takim razie zostać płatnym mordercą.

Wśród moich znajomych są szczęśliwie ludzie, którym tłumaczyć tego blogowego posta nie muszę i chwała ich rodzicom za inteligentne geny! Pokusiłam się jednak o jasne przedstawienie drugiego dna mojej wypowiedzi dla tych, którym trzeba tłumaczyć, bo się za bardzo obrażą i zaczną zamurowywać moja fejsbukową ścianę i już nigdy, przenigdy nie zobaczę jak ich kotu ładnie wyrósł pazur w prawej przedniej łapie.

Nie przepraszam, jeśli kogoś uraziłam. Ludzie z dystansem nie poczują się obrażeni.