11 sty 2014

Podsumowanie.Roku.vol.2

Przejdźmy od razu do rzeczy, bo się doczekać nie mogę

Lipiec

Czyli, że Fabian <fanfary!> Pojawił się z tak zwanego nienacka i se został. Znaczy się Magda go przyprowadziła i się uszczęśliwiają, i przy okazji mnie jest dane rzygać serduszkami dzięki nim. Był, rzecz jasna, sprawdzany na początku z każdej strony, obserwowany z Magdą, bez Magdy i dla Magdy. Chciałam poruszyć swoje kontakty i wynająć także profesjonalną brygadę szpiegów, działających zwykle na potrzeby państwa, ale zapomniałam, że nie mam takich kontaktów, dlatego potrząsnęłam sobie listą kontaktów w telefonie i musiało wystarczyć. Wystarczyło! Szybko został okrzyknięty Brianem na jednej z imprez. Wyszło przy okazji, że niektórym z nas jest łatwiej mówić po angielsku niż w języku ojczystym, ale przynajmniej z zachowaniem polskiej dostojnej gościnności - "Kajes Brłajan Miszeeel?...czea sie sim napiś ofkorseenn..łersma..yyy...jdrinmadaFAKA!". Dodatkowo, by pokazać nasze do Briana pozytywne nastawienie, wyremontowaliśmy mu pokój, chwalimy jego tatuaże, lubimy jego kota, godzimy się na udostępnianie naszych zdjęć na Fb z każdego wspólnego wyjścia i nabijamy się z niego na równi z innymi. A piszę o nim głównie dlatego, że bardzo lubi Magdę i za to skoczę za nim w ogień.

Sierpień

Orewułar Druid, tym razem forewer forszur. Znając każdy jego zakamarek, znając gości i ich upodobania na pamięć, wiedząc o jego największych tajemnicach i najwspanialszych stronach, w końcu odeszłam. Pech chciał, by  moja impreza pożegnalna zbiegła się moją imprezą urodzinową, a że lato i ciepło i dużo ludzi, to zdaje się, około milion osób widziało me krokodyle łzy wylewane na kafelki przed tyle razy otwieranymi do knajpy drzwiami w momencie ostatecznego pożegnania. Moje przywiązanie i oddanie temu miejscu jest rozsądnie rzecz biorąc i krótko mówiąc niewytłumaczalne. "Przepraszam, Pani tu mieszka?" pytali....myślałam "A co? Nie można?!". Zaprawdę powiadam Wam, nie można! Reklamę Druidowi zawsze będę robić( idźcie i jedzcie stamtąd wszyscy! ), a i sama zawsze odwiedzać będę, jednak pracować już nie umiałam. Nowe wyzwania mnie wołały, posłuchałam i poszłam.

Wrześnień

I oto nadejszło nowe wyzwanie. Uuuu! tyle roboty, tyle nauki, tyle szczęścia, tyle wygrać! Jestę menadżerę z prawdziwego zdarzenia w szanującej się katowickiej restauracji i entuzjazmu też tyle, że gdybym go sprzedawała, to bym mogła nawet sushi sobie kupić. I co? I dzisiaj bym chętnie trochę entuzjazmu odkupiła. Albo po prostu kupię broń. Mam czasem do czynienia z ludźmi, którzy myślałam, że tacy się nie rodzą. Szukam ukrytych kamer, bo sytuacja jest tak absurdalna, że nie wiem czy się śmiać czy płakać. Niestety, ludzie nie pozwalają mi mieć o nich dobrego zdania. Nie spadłam z Księżyca, wiem że świat jest brutalny. Ale tak często i z tak nieprawdopodobnie głupimi pomysłami nie spotkałam się jeszcze nigdy. Bez owijania w bawełnę, z czystą satysfakcją będę ich tu teraz zrównywać z błotem, ooo tak! W pracy muszę być spokojna, nie okazuję im ani krzty zniecierpliwienia, niech się denerwują, że mnie nie zdenerwują. haha! Ale w środku się we mnie gotuje! Gnoooojeeeee gupie!! Ludzie są złośliwi, wredni i na prawdę głupsi niż ustawa przewiduje! Są złodziejami kradnącymi nam przed twarzą! Są okropni! Nie znoszę ich! Kombinują jak by tu zrobić komuś na złość, jak zjeść i nie zapłacić, jak obrazić wszystkich dookoła i zepsuć co tylko mają pod ręką. Tęsknota za rozumiem im z oczu patrzy, ale wchodzą i wrzeszczą od drzwi, że nie mają czasu i że "szybko żarcie, szybko piwo, szybko bo nie zapłacę ty głupia kelnerko i głupi barmanie i głupia menadżerko i wszyscy głupi!". W między czasie rozpylą w męskiej toalecie gaz pieprzowy albo złamią krzesło, w najlepszym wypadku tylko menu ukradną. Potem zjedzą całe jedzenie i wypiją całe napoje, ale zorientują się przed płaceniem, że im nie smakowało i że chcą rabat albo wcale nie zapłacą, a tak poza tym to ich okradliśmy. " Pani Michalino! Tylko ja jestem najmądrzejszy! Tylko ja jestem najpiękniejszy!". I tylko Ty tak myślisz, dupku! Nie generalizuję, spotykam ludzi dobrych. Miłych gości. Nie mówię, że nie popełniamy błędów, absolutnie nie będę nieprzejednana i nie będę ślepo się stawiać, że zawsze jesteśmy najlepsi i że właściwie nie rozumiem dlaczego nie dostaliśmy jeszcze gwiazdki Michelin. Ale, na najlepsze rolady jakie jadłam, czyli rolady Mojej Mamy! - niech już tak złośliwie nie będzie! Nie żebym wołała tutaj o pomstę do nieba...chociaż może trochę, bo bosze...widzisz i nie grzmisz? Musiałam dać tu upust moim emocjom, bo przecież to jest niezdrowe takie trzymanie w sobie. Nie będą tacy ludzie zmieniać mojego nastawienia do innych, ale nie rozumiem, nie akceptuję, ręce opadają. Cóż to za świat? niech ginie!

C.d.n., bom się uniosła. Wychodzę!


3 sty 2014

Podsumowanie.Roku.vol. 1

Halo? <ściąga pajęczyny z nadzieją> Jest tu kto? Znaczy się...po co tu, człowieku, paczysz ?! Przecież tu nic, tylko skurzone koty ( brzmi jakbym miała na myśli koty po dżojncie) wyścigi urządzają, bo tyle pustej przestrzeni z braku postów mają. I świętują jak gupie, jak wygrają...właściwie nie wiadomo co, bo co taki kot z kurzu może wygrać? Tańczą, śmieją się, gratulują, sweet focie na kwejka wrzucają. Potem ludzie to udostępniają, lajkują.."o, jaki kotałke!" A nikt nie wie, że to są koty z mojego bloga...

Ale nie o to, nie to, trochę jakbym od tematu odbiegła < odkłada dżojnta pożyczonego od kota> ...Nowy rok! Podsumowanie roku 2013 szoł mast gołon. Vol. 1

Styczeń

Wielki moment-oto wkraczam w erę 25-tego roku życia, nazywaną Ćwierćwieczem, z czego (wiem, że nie, ale trochę poniekąd jakby się zastanowić, to tak ) wynika, że to ćwiatrka mojego całego wieku, czyli że standardowo jest mi dane100 lat życia, czyli tylko 75 mi zostało. Niedobrze, bo jeszcze niczego nie odkryłam. Obawy przed odejściem niezapamiętaną przez ludzkość pogłębia myśl, że ostatnich 25 lat życia nie mogę zaliczyć do tych, że tak powiem, prężnych. Zamiast skupiać się na dokonywaniu rewolucji w dziedzinie czegokolwiek, bo wielkich ambicji nie mam, żeby od razu w nauce, to będę raczej próbowała sobie przypomnieć niewinne lata młodości, a i z tym pewnie będę miała problemy. I nie dlatego, że do niewinności im daleko. Tylko kolega Alzheimer mi nie pozwoli. Nigdy Niemców nie lubiłam...Tak że zostało 25 lat. Mało. Ta oto świadomość towarzyszyła mi przez cały miesiąc, czyli, jak dziś wnioskuje, nic mądrego do roboty nie miałam.

Luty

Jeśli mnie pamięć nie myli, to właśnie w lutym zrobiłam niespodziankę, miało być, że Łukaszowi, ale się kapnął ( taaaaaki bystry  <3 ), więc uznajmy, że mojej skórze na stare lata - tatuaż. Magda mi towarzyszyła, sama chciała tatuaż, ale preferowała wersję naklejaną z chipsów niż wkuwaną. Chciała się przekonać prawie na własnej skórze, że nie może być tak źle, więc pytała czy boli. Myślałam, że jestem przekonująca, jak mówiłam, że nie bardzo. Najwyraźniej nie byłam. Magda do dzisiaj nie ma tatuażu...

Marzec

Trzeci miesiąc, trzecia sprawa w sądzie o trzy stówy i trzeci raz odwołać się już nie mogłam. Za dużo gadania, a ponoć źle opowiadam, więc nie będę wchodzić w szczegóły, ale żeby było jasne, walczyłam ze Strażą Miejską w Rudzie Śląskiej, nie polecam, od prawie dwóch lat. Racji nie mieli, a nie będzie mi Niemiec w kasze dmuchać, chociaż wole mięso! Zaczęło się od tego, że nie przyjęłam mandatu, a co?! Mam prawo! Potem pismo z wyrokiem mi nie przypadło to gustu, to jazda z nimi! Odwołanie, pyk! I sprawa, pyk! Groźba większej kary, ale kto bogatemu zabroni? Ja nie mogę?! I wyrok - pyk pyk pyk! Przegrałam! Ha, w to mi graj!Więc znowu odwołanie, ooo nieee!! Takie sOM?! Nie dam się - tu dowody, to opinie znawców, tu pismo z urzędu, tu apelacja na szóstkę...Tak, moi drodzy. Cały Świat był po mojej stronie. Ewrybady pomarańcze mi pomagali. Właściwie na salę rozpraw wchodziłam i mówiłam zadufana "dobra, dobra, i tak wszystko wiadomo, kończmy szybko - możecie mnie zacząć przepraszać". Ale Pani Sędzia niedosłyszała. Rzekła mi, że Absurd i Niekompetencja rządzą światem. Że choćby cały Kodeks udowadniał, że mam rację, to Ona i tak musi ręką rękę umyć. Co prawda wyrok złagodzono do nagany, ale koszta postępowania musiałam pokryć. Większe niż mandat, którego nie przyjęłam. Kiepski bilans. Ale nie poddałam się bez walki i Straż Miejska nie zobaczyła ani złamanego mojego grosza! Chłopak ze mną na salę wchodził, Pani Sędzia krzyczała, że się na niego patrzę...a co nie!? Mój Chłopak, to się będę paczeć kiedy chcę! Magda i Kudłacz też jeździli ze mną na te wycieczki...warto było. Że zacytuję Kudłacza " Michasia chciała przeżyć przygodę, to se mandatu nie przyjęła." A może za moje pieniądze Wymiar Sprawiedliwości będzie łapał prawdziwych przestępców <patrzy tępo w dal>?

Kwiecień

Nie przypominam sobie tego miesiąca, chyba go w tym roku nie było.

Maj

Miesiąc zakochanych, czyli Łukasz leci do pracy Szwecji...w dzień wylotu zawsze przeżywam rozstanie, jakby jechał na ciężką wojnę bez żadnych perspektyw na wygraną, a mnie zostawiał z trójką krnąbrnych dzieci i gospodarstwem do prowadzenia w samotności i w dodatku z chwastami. Oczywiście, w miarę upływu czasu dzieci okazują się nawet spokojne, gospodarstwo się jakoś kula, zdarzy się nawet jakaś przepustka, aż wojna się kończy. Najważniejsze, że każda rana do wesela się zagoi i żyli długo i szczęśliwie i bogato i durś <3

Czerwiec

łałałał!! Ale super było! Gdańsk, koncert Bon Jovi, lato, morze, namiot, Chłopaki Łukasz, BJ i Kudłacz, wakacje. Może nie jestem super fanem Bon Jovi, ale nie o to chodziło! Chodziło o to, że BJ wie o nich wszystko i że chcieliśmy gdzieś jechać wszyscy i że chcieliśmy na koncert i że nad morze i pod namiot i w czerwcu i tak się złożyło wszystko ;) I że mamy na pamiątkę dwa takie plastikowe plakaty z informacją o koncercie, które zwykle wiszą na latarniach. I że nigdy nie byłam na takim koncercie. I że to wszystko razem i żebym się czasem nie zesrała, jak to mówi Kochany Tatuś. I że zalało nam namiot i że trwało to krótko, aczkolwiek intensywnie i przyjemnie. Oby częściej. Najlepiej jakby się zrealizował plan " Te, za dwa dni w Madrycie". Losie, proszę.

c.d.n, bo co za dużo po takiej przerwie to niezdrowo.





12 wrz 2013

Na złość inzynierom i koleżankom.

To że Katowice coraz bardziej się unowocześniają, remontują, galeriują i industrializowywowują to widać na przykład po ilości występowania magistrów inżynierów i robotników na każdy metr kwadratowy w centrum miasta. Na moje oko, zajmują oni jakieś 85% powierzchni dróg, a Ty, biedny szaraku z małego miasteczka, szukaj potem nerwowo przejścia między nimi, projektami, a koparką i betoniarką, i to z ryzykiem zginięcia w czeluściach przekopanej głęboko, chyba do samych Chin, ulicy. Przejście masz właściwie takie ciasne, że prawie na elewacji budynków, więc wszyscy tak łażą po tych ścianach i się brudzą, bo wszędzie pełno kurzu, ale ani ponarzekać, bo taki hałas, że nikt nie usłyszy, to po co marudzić, ani trafić do celu, bo ulice pozamykane, „przejścia nie ma”, jakieś labirynty i myślisz - „zaraz się zgubisz, dziewczyno i zostaniesz tu na zawsze, bo nikt Cie nie znajdzie…żegnajcie familoki, witajcie szklane domy, najwyżej umyjesz te szyby i Żeromski będzie dumny… matko i córko! Ja się pytam - po coś tu właściwie przyjechała?!”.

No i się okazuje, że na prawdę kto pyta nie błądzi, bo oto skręcam w ulice Staromiejską i nieoczekiwanie znajduję swój cel wątpliwie przyjemnej jak dotąd wycieczki . Tadam! Tak, inżynierzy! Nie udało Wam się dotrzeć do tego miejsca! Przed oczami mam mały, stary, dobry jarmark, czyli kilka drewnianych domków, które bynajmniej nie są ze szkła i żelbetu. Och, Drogi Losie, tudzież Organizatorzy Przedsięwzięcia, jeżeli zrobiliście to celowo! Jakże trafne połączenie nazwy ulicy z od wieków powtarzającym się wydarzeniem!  Serce mi rośnie na wizję czekającej mnie starodawnej wymiany handlowej. Zaraz jakiś kupiec, przyjmijmy, za 2 kg sera koziego i słoik miodu, będzie chciał mi sprzedać krowę! A jeśli nie dobijemy targu, to za owcę kupię worek pszenicy…tylko zaraz… ja nie mam owcy. Ani zresztą oni nie mają krów. Czytam nad budkami „Jesienny Jarmark Urodzinowy” i „148. urodziny miasta Katowice”.  148! Czyli szlag trafił kozę za krowę! Wyciągam portfel.

I przechadzam się kolejno po budkach, z chęcią wydania przy każdej z nich wszystkich moich pieniędzy. Wypieki lokalnych piekarni podrażniają zmysł węchu do tego stopnia, że mam ochotę chleb wciągać nosem bez gryzienia. Butelki win z polskich winnic kupiłabym po to, by mi było szkoda wypić i stałyby w ramce na półce gotowe by się nimi chwalić. Bursztynu było tam tyle, że w całym Morzu Bałtyckim pewnie już nie ma ani grama – wszystko jest w Katowicach! Przyprawy, których nazw nie potrafię powtórzyć, sypały się po całej ulicy i można je pewnie wykorzystywać do potraw,  których umrę, a nie będę znała. I ta herbata z ziół i owoców afrykańskich, której malutki łyczek działa do teraz – od 5 dni nie muszę w ogóle spać! Cholera wie z czego to był wywar, ale dodaje energii!

I było tych rozkoszności dużo i kiczu też było trochę. Nawet więcej niż trochę. Byłabym jednak bardzo niesprawiedliwa gdybym wśród pyszności, kolorowości, śmieszności i tandety niektórych stoisk, nie zatrzymała się dłużej przy dwóch talentach, których szczerze zazdroszczę i nie osiągnę nigdy, chociażby mnie zamknięto w lochach i wypuszczono jedynie jeśli coś podobnego zrobię. Umarłabym w męczarniach, ale jakby nie patrzeć – dla sztuki! Bo uzdolnienia, które podziwiam, to pisanie ikon i zdobienie porcelany, czym się zajmuje pani Karolina Wicha, oraz tworzenie wyjątkowej biżuterii, co jest pasją pani Zuzanny Gajek. Z biżuterią pani Gajek ma łatwiej niż z ikonami pani Wicha. Dopóki bowiem będą istniały kobiety, dopóty będzie popyt na naszyjniki, kolczyki i bransoletki. Tym bardziej takie wyjątkowe. Autorka wciąż się szkoli, by jej dzieła były coraz lepsze. Pani Gajek ma za sobą kursy tworzenia biżuterii metodą wire wrappingu, sutaszu, filcowania na sucho i na mokro i quillingu, czyli wiadomo. Wszystko jasne. No nikt inny takich nie umie robić na pewno i już! Przede wszystkim własnoręcznie, czyli że z duszą, a nie maszynowo, czyli że ( I TO JEST TUTAJ NAJWIĘKSZYM ARGUMENTEM ) co trzecia napotkana kobieta ma taki sam naszyjnik!  Natomiast pani Wicha pisząc ikony, ma trochę trudniej. Głównie dlatego, że ikona kojarzy się dzisiaj bardziej z ikoną mody, wyznaczającą trendy wśród chcących być pięknymi, niż ze złoconymi obrazami, przedstawiającymi świętych. Pani Wicha nie zamknęła się jednak w klasztorze, by odgrodzić swoją sztukę od nowoczesności, ale idzie z postępem i wykorzystuje bardzo nowoczesne metody, dzięki czemu jej dzieła stwarza jeszcze bardziej wyjątkowymi. Warto wspomnieć, że ikony te są tworzone z wykorzystaniem 24-karatowego złota, tak że tego. Kto bogatemu zabroni?! Niejeden obraz pani Wichy znajduje się już w prywatnych kolekcjach w Polsce i za granicą. A nawet jeśli ktoś ma nie po drodze ze sztuką starocerkiewną, to może poprosić panią Karolinę o wyjątkowe zdobienie porcelany i co ? I nie dość, że żadna koleżanka nie będzie miała takich kolczyków jak ja, to i kawy w tak ślicznej filiżance napije się tylko u mnie i nigdzie indziej na świecie! Niech się wścieknie!

Tymczasem, zachęcam wszystkie panie do bliższego zapoznania się z działaniami obu artystek. Będzie o nich coraz głośniej, bo biorą udział w takim fajnym, trudnonazwanym projekcie, CouveusePL, dzięki któremu mają zapewnione porady specjalistów i  nie są same we wchodzeniu na nasz trudny rynek. Panów też zapraszam, żeby mnie nie posądzono o skrajny feminizm. Niech wieść o zdolnych kobietach dotrze przez przekopane ulice Katowic do Chin, skoro już są tak blisko dzięki unowocześnianiu stolicy Śląska. I pozdrawiam wściekłe koleżanki,
Michaszka.

p.s. koleżanki moje drogie, wiecie, że tak na prawdę taka nie jestę nie ? :* :P